Jacek Pulikowski

Pielgrzym

Catherine de Hueck Doherty

Pielgrzym

Pielgrzym, książka pełna opowieści i alegorii, jest interesującą lekturą duchową. Autorka harmonijnie łączy w niej swoje własne doświadczenia z lekcją teoretyczną, jaką z nich zaczerpnęła. Dla Doherty jej własne życie było wyraźnie pełne historii zbawienia.

Czytaj więcej »

Tu jesteś: Jacek Pulikowski » Artykuły i wywiady » Feministki wystraszyły ojców

Feministki wystraszyły ojców

Jacek Pulikowski

Faceci dobrze sprawdzają się w roli ojców, jeżeli im się na to pozwoli. A to m.in feministki są winne temu, że ojcowie nie angażują się w wychowanie dzieci. - mówi Jacek Pulikowski w rozmowie o konserwatywnym ojcostwie

Jacek Pulikowski: Pozwoli pan, że na początek złożę oświadczenie.

Jacek Kowalski: Bardzo proszę.

- Nie czytam "Gazety Wyborczej". Nie lubię jej, mówiąc oględnie. Osobiście uważam, że podkopujecie wartości chrześcijańskie, które są mi bliskie.

To dlaczego zgodził się pan na rozmowę?

- Wie pan: Chrystus także rozmawiał z jawnogrzesznicami

Rozumiem, że po tym wstępie możemy porozmawiać o ojcu-partnerze?

- No nie, "partner" to niedobre słowo. Bardzo go nie lubię.

A co ma pan przeciwko partnerstwu?

- Mówiąc ojciec-partner zakładamy, że tata ma być kumplem swojego dziecka. Że będzie się z nim np. witał po kumpelsku, zabierze na piwo... A tak przecież nie może być.

Z kolei partner na płaszczyźnie małżeńskiej kryje w sobie znaczenie, że kobieta i mężczyzna są sobie równi. A przecież nie są. Więc to także nieprawda.

Dlaczego nie mogę być kumplem swojego syna?

- Bo on nie potrzebuje pana jako równego sobie kolegi. Kumpla o takim samym stanie świadomości, sumie doświadczeń. Potrzebuje opiekuna i przewodnika, który będzie mu objaśniał świat. Podsumowując: ojciec nie może być kumplem, ale przyjacielem - jak najbardziej.

Czy taki podział wyklucza na przykład wspólne wypady z dzieckiem w góry?

- Absolutnie nie! Wspólne spędzanie czasu jest przecież wskazane. Ale po to, żeby coś dziecku pokazać i objaśnić kawałek świata, żeby wspólnie przeżyć coś i wzmocnić waszą więź.

Dlaczego nie mogę być partnerem dla matki moich dzieci? Przecież dzielimy się obowiązkami, wspólnie podejmujemy decyzje...

- Mężczyzna nie jest partnerem dla kobiety w potocznym rozumieniu tego słowa. Myślę o równym podziale obowiązków. To nienaturalne. Mężczyzna i kobieta są tak samo ważni w związku, ale mają różne funkcje do spełnienia. To nie partnerstwo, tylko solidarność.

A partnerstwo rodziców w wychowywaniu dzieci?

- Po raz kolejny mówię - nie! Solidarność. Podział ról. Dopóki dziecko jest małe, zajmuje się nim kobieta. Mężczyzna przecież nie nadaje się do tego. On nie odróżni jednego z dwudziestu rodzajów płaczu niemowlaka, a kobieta rozumie to bezbłędnie. Facet po prostu słyszy, że dziecko płacze. Nie wie, dlaczego. Kobieta "rozumie" z jego płaczu, kiedy jest głodne, kiedy coś je boli. Z czasem, gdy dziecko podrasta, kobieta powinna wycofywać się z jego wychowywania, a dominującą rolę winien przejmować ojciec. To on jest przewodnikiem dorastającego dziecka. Objaśnia mu świat, a swoim spokojem daje mu silne podstawy do rozwoju.

To, co pan mówi, pewnie niektórym się nie spodoba. Na przykład feministki...

- Ach, feministki! To one są jedną z przyczyn, dla których mamy teraz kryzys ojcostwa. Podkreślam: jedną z przyczyn, nie jedyną. To one, domagając się dla siebie takich samych praw, jakie mają mężczyźni, z jednej strony składają hołd męskości i dają dowód, jak bardzo mężczyźni im imponują. A z drugiej - podkopują męskość. Żądając równości, sprawiają, że mężczyźni wolą unikać odpowiedzialności. Na przykład związanej z wychowywaniem dzieci. Stąd już tylko krok do tego, co mamy teraz: do brania dodatkowej roboty, przesiadywania w pracy po godzinach, jednym słowem: do uciekania ojca z domu. A to nie leży przecież w męskiej naturze. Mężczyźni lubią być odpowiedzialni za kogoś. Wie pan: w tej chwili po morzach i oceanach świata pływa ileś tam tysięcy statków. Ich kapitanami są przeważnie mężczyźni. Zapewne żaden z nich - w razie wypadku - nie zejdzie z mostku, zanim nie wyciągnie z kotłowni ostatniego zapijaczonego majtka. Dlaczego? Bo są facetami, a faceci mają zakodowaną odpowiedzialność za innych. Dlatego tak dobrze sprawdzają się w roli ojców, jeżeli im się pozwoli na to.

Ale z drugiej strony to kobieta jest często fundamentem rodziny i radzi sobie wcale nie gorzej niż mężczyzna.

- Ale nie zastąpi ojca - opiekuna. Wracamy tu do owego podziału ról, o którym mówiliśmy przed chwilą. Nastolatek potrzebuje już mniej matki, a bardziej - ojca. A gdy go nie ma, bo ojciec siedzi częściej w pracy niż w domu, zaczyna się dramat. Tu też ma korzenie mój sprzeciw przeciwko tzw. rodzinom homoseksualnym. Tam, gdzie są dwie matki albo dwóch ojców, nie ma mowy o rodzinie. Zakłócone są relacje między rodzicami a dzieckiem. Tylko pełne rodziny gwarantują dobry rozwój dziecka.

A jeśli w takiej "normalnej" rodzinie ojciec pije i bije? Czy taka rodzina jest lepsza od dwóch lesbijek, które z miłością wychowują dziecko?

- Żadna z tych sytuacji nie jest dobra. Niech pan mnie nie próbuje tak podchodzić. Dziecko potrzebuje trzech elementów: ojca, matki i trwałej, zdrowej więzi między nimi.

Jaki powinien być dobry ojciec?

- Musi być odpowiedzialny za życie swoich dzieci, i to już od momentu ich poczęcia. Ojciec pozwalający na aborcję jest złym ojcem. Aż tak wcześnie powinno się mówić o odpowiedzialnym ojcostwie.

Moim zdaniem na takim etapie nie ma jeszcze mowy o byciu tatą. Być może poczucie ojcostwa się rodzi, ale...

- Ależ to właśnie wtedy wszystko się zaczyna! Prawdziwy ojciec, by ratować własne dziecko, zrobi wszystko. Więc niech pan mi nie opowiada... Owszem, powstaje pytanie, dlaczego tak wielu ojców nie chce bronić życia swojego dziecka? A odpowiedź jest prosta: seksualna przyjemność stała się dla nich ważniejsza od życia ich dziecka. Mówią, że to jeszcze nie jest dziecko. A kto?

Płód. Wcześniej - zarodek.

- Nie, to jest człowiek. Ponad wszelką wątpliwość posiada kod genetyczny w spadku po swoich rodzicach. I tak dalej.

Więc po pierwsze: ojciec musi być odpowiedzialny od najwcześniejszych chwil. Po drugie - musi mieć udział w wychowaniu, ale udział mądry. Nie "partnerski", tylko z mądrym dzieleniem obowiązków. Po trzecie - jego praca zawodowa ma służyć rodzinie, a nie niszczyć ją.

Żadnych wyjazdów za granicę, żeby utrzymać dom i dzieci?

- Jeżeli ojciec nie ma wyjścia i musi wyjechać za chlebem, to oczywiście - niech jedzie. Trzeba jednak znać proporcje. Co innego - praca dla chleba, a co innego - na przyjemności. Jeżeli ojciec ucieka z rodziny do biura czy właśnie za granicę, żeby zarobić na nowszy model mercedesa i większy dom, to nie jest to dobry ojciec.

Dlaczego? Przecież właśnie chce swojej rodzinie zapewnić jak najlepsze warunki, a dzieciom jak najlepszy start w dorosłość. Co w tym złego?

- Odpowiem panu tak jak Sokrates przechadzający się po agorze. Oglądał rozmaitości wystawione na sprzedaż i mówił: "Jaki ja jestem szczęśliwy, że nie muszę tego wszystkiego mieć". Trzeba zachować dystans do posiadania i do używania. Nie wszystko muszę mieć. Nie wszystko w życiu muszę przeżyć.

No i czwarta cecha dobrego ojca, którą pan mi pewnie wytnie z tekstu, ale co tam. Papież Jan Paweł II napisał w adhortacji Familiaris Consortio, że zadaniem mężczyzny jako ojca jest odpowiedzialność za sprawiedliwy rozwój całej rodziny.

Czy mamy kryzys ojcostwa?

- Tak. Ale idzie ku lepszemu. Mądrzy, odpowiedzialni ludzie mają coraz więcej dzieci. Przekazują im dobre postawy - uczą dobrego ojcostwa. Z kolei ludzie nieodpowiedzialni mają tych dzieci coraz mniej albo wręcz wcale. I tak - prawem naturalnym - nie mają komu przekazywać swojej nieodpowiedzialności. Z każdym pokoleniem będzie więc coraz lepiej.

http://www.gazetawyborcza.pl/1,86545,4714515.html

Książki Jacka Pulikowskiego

Skąd się biorą dzieci?

O. Karol Meissner OSB

Skąd się biorą dzieci?

Jak udzielić własnym dzieciom rzetelnej odpowiedzi na to pytanie?

Czytaj więcej »

Małżeństwo - rzeczywistość święta
Małżeństwo - rzeczywistość święta
Rozmowa a o. Ksawerym Knotzem.

Fotografia

Eros et iuventus!

Wanda Półtawska

Eros et iuventus!

Autorka bestsellerowej książki „Beskidzkie rekolekcje” omawia najważniejszą relację między mężczyzną a kobietą, czyli miłość. Ukazuje różne postawy i sytuacje związane z małżeństwem i rodziną. Książka oparta jest na wiedzy lekarza psychiatry, jak i na bogatym doświadczeniu autorki, pochodzącym z bezpośrednich kontaktów z młodzieżą.

Czytaj więcej »

Projekt i wykonanie brodex.pl